Nad cichą, błękitną wodą
niebo błękitne i ciche.
Zaszumiało zielono, młodo,
powiał niebem zielony wicher!
Gdzieżeś, szalony, zielony,
nad jakimi wiejesz polami?
jeszcze w rosach kaliny i klony,
jeszcze oczy zalane łzami.
Zaszumiało błękitną pogodą
promieniami złocone powietrze,
w tę dalekość zielono, młodo
powiej, serce, powiej, mój wietrze!
Powiej szumem szalonym, zielonym,
spłyń radości złocistą ulewą!
Zielonym kalinom i klonom,
tobie i sobie śpiewam.
Płonę i krzyczę nocą bezsenną,
szybę rozbijam i krwawię się szkłem,
biesy wkoło mnie, biesy nade mną,
biesy kosmate, chytre i złe.
Pędzą ulice ślepe i dzikie,
kołem zielonym pali się mrok,
biesy latarni sinym płomykiem
pełzną, chichocą za mną co krok.
Bodą mnie rogi ostre i złote,
oczy ociekły łzami i krwią,
moją nadzieję, moją tęsknotę
biesy szponami szarpią i rwą.
Biesy gwiazdami grożą na niebie,
biesy na ziemi wloką mnie w grób -
wyrwę się jeszcze, wrócę do ciebie,
siny, bezsilny runę u stóp.