CIENIE

Nocni przechodnie, cisi, zamyśleni, czarni

chwieją wysmukłe cienie w refleksach latarni


Cienie pełzną, nie mogą odczepić się od nich,

przełażą przez sztachety, padają na chodnik.



Małe, śmieszne, po twarzach deptane obcasem,

wielkie, straszne, na szczudłach sążniaste dryblasy.


Podnoszą kapelusze na zjeżonych włosach,

lękają się zapałki, blasku papierosa.


Nad brzegiem czarna rampa zgina sie i łamie.

Szalone!- skaczą w wodę do góry nogami.


Znikły!... Przemija rzeka... Powiewy... milczenie...

Nocni przechodnie bledną...- jak cienie, jak cienie.


Nad cichą, błękitną wodą 

niebo błękitne i ciche.

Zaszumiało zielono, młodo,

powiał niebem zielony wicher!



Gdzieżeś, szalony, zielony,

nad jakimi wiejesz polami?

jeszcze w rosach kaliny i klony,

jeszcze oczy zalane łzami.



Zaszumiało błękitną pogodą

promieniami złocone powietrze,

w tę dalekość zielono, młodo

powiej, serce, powiej, mój wietrze!



Powiej szumem szalonym, zielonym,

spłyń radości złocistą ulewą!

Zielonym kalinom i klonom,

tobie i sobie śpiewam.